Własny biznes w małym mieście

Własny biznes w małym mieście

Mieszkanie w małym mieście na swoje wady i zalety. Chcąc założyć własny biznes w niewielkiej miejscowości należy liczyć się z jej charakterem. W małym mieście nie znajdziemy dużej konkurencji, ale jednocześnie może okazać się, że również i zainteresowanie mieszkańców naszymi usługami będzie niezbyt duże. Przed założeniem działalności należy dokładnie zanalizować rynek i dokonać analizy SWOT, uwzględniającej słabe i mocne strony oraz szanse i zagrożenia dla naszego biznesu. Warto rozejrzeć się dookoła i ustalić, jakich usług brakuje w mieście – czego chcieliby mieszkańcy i za czym muszą jeździć do większych miast, czego nie mogą dostać na miejscu i czego najbardziej potrzebują. Warto też zainteresować się biznesami, które nie wypaliły w tej okolicy – co było tego przyczyną?
Pomysł na własny biznes w małym mieście – a może sklep? I nie chodzi tu o sklep spożywczy, który znajdziemy we właściwie każdej wiosce, a coś z innym asortymentem. Może być to salon sukien ślubnych, antykwariat, sklep z wyposażeniem dla rowerzystów, sklep wędkarski (i ze sprzętem do sportów wodnych), sklep artystyczny, sklep zoologiczny i z akcesoriami dla zwierząt, sklep oferujący rękodzieło, sklep muzyczny, albo sklep z odzieżą używaną – tych ostatnich jest wiele, ale cieszą się dużą popularnością.
Możemy spróbować swoich sił w rozrywce, gdyż takich miejsc w wielu mniejszych miastach często brakuje. Wynajem quadów czy gokartów to jedna z propozycji. Rodzice ucieszą się z warsztatów plastyczno-muzycznych dla dzieci, starsi docenią escape room. Z pewnością znaleźliby się też tacy, których zainteresuje zumba czy inne tańce albo aerobik. Można też otworzyć bar – tu wymagane będą koncesje na alkohol, ale kręgle czy bilard przyciągną ludzi. To samo tyczy się klubu tanecznego, salonu gier, siłowni.
Ciekawym pomysłem na biznes okazać się może profesjonalna organizacja wesel i przyjęć albo projektowanie wnętrz i ogrodów bądź salon piękności dla psów i kotów.
Jeśli nasza miejscowość jest znana z powodów turystycznych, warto to wykorzystać i otworzyć sklepik z pamiątkami, hostel, pensjonat albo wypożyczalnię sprzętu. Również otworzenie kempingu czy pola namiotowego może okazać się sukcesem. Na wsi ceniona jest też agroturystyka albo biznes survivalowy – miłośników przetrwania można zaprosić na tor przeszkód albo na warsztaty budowania szałasów, samodzielnego przygotowywania posiłków pod gołym niebem, rozpoznawania jadalnych roślin i grzybów i tak dalej.
Miasto, w którym transport publiczny pozostawia wiele do życzenia lub nie ma go wcale, będzie dobrym miejscem dla usług taksówkarskich, wypożyczalni rowerów albo usług przeprowadzkowych. W rejonach, gdzie zarobki są dość niskie, popularnością cieszyć się będzie „chińczyk” czy inny sklep z tanimi rzeczami „wszystko po pięć złotych”.
Kursy również przyciągają ludzi. Kurs obsługi komputera dla starszych osób, kursy kulinarne, warsztaty DJ-skie dla młodzieży – jeśli w miejscowości nic się nie dzieje, część osób przyjdzie nawet z nudów i może zostanie stałym klientem.
Jeśli żyjemy blisko natury, możemy zająć się wytwarzaniem produktów ekologicznych. Wlicza się w to sprzedaż warzyw i owoców wolnych od substancji chemicznych, a także przetwory z nich. Również miód z własnej pasieki można zacząć sprzedawać, nie mówiąc już o jajkach od kur żyjących na wolnym wybiegu i mleku od własnych krów.
W małym mieście sprawdzi się również firma budowlana, w szczególności taka, która potrafi zająć się też budynkami gospodarczymi. Także dobry fryzjer jest zawsze mile widziany – a w połączeniu z mobilnością, czyli świadczeniem usług w domu klienta, może okazać się hitem. Na terenach wiejskich można otworzyć park linowy z trasami o różnej wysokości – od bardzo niskich dla dzieci, aż po te zawieszone dziesięć metrów nad ziemią, specjalnie dla doświadczonych. Ciekawym biznesem może być również prowadzenie minizoo, wyplatanie z wikliny albo hodowla ryb (karpi) w stawach – te ostatnie przynosić będą zyski szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia.

Studiowanie matematyki

Studiowanie matematyki

Matematyka niejednokrotnie dyskwalifikuje studentów różnych wydziałów i uczelni. Tam gdzie matematyka studia okazują się być uciążliwe i nie do udźwignięcia. Przyjrzyjmy się jednak temu jak to jest na kierunku matematyki.
Na pierwszym roku podstawowym przedmiotem jest „logika i teorii mnogości” tudzież „wstęp do matematyki”. W zależności od uczelni przedmioty te są różnie nazywane, ale te określenia są najpowszechniejsze. Od tego się zaczyna, ale nie jest to bułka z masłem, jakby sugerowało słowo „wstęp”. Ten przedmiot ma uświadomić studentom jak skomplikowane, a niekiedy nawet niejednoznaczne są dziedziny matematyki. Poznajemy aksjomat wyboru, hipotezę continuum. Dowiadujemy się w ten sposób, że matematyka nie jest taka jednoznaczna, lecz dzieli się na dziedziny gdzie te elementy występują i nie występują. Są więc różne matematyki i każda jest słuszna.
Na kierunku matematyki znajdziemy też to, co na wielu innych kierunkach, tylko w znacznie rozszerzonej formie, a są to analiza matematyczna i algebra liniowa. Na analizie zajmujemy się równaniami różniczkowymi i całkami, a więc wyliczamy funkcje pierwotne, pola powierzchni pod tymi funkcjami, liczymy tangens kątów nachylenia stycznych do funkcji pierwotnych – czyli tak zwane pochodne, poznajemy oprócz funkcji, ciągi, granice, szeregi i wiele innych zagadnień będących w sumie elementarnymi w pozostałych zagadnieniach matematyki wyższej.
Na algebrze liniowej poznajemy różne kombinacje liniowe wektorów, na ogół są to wektory określone liczbami, jednak na kierunku matematyki nie może zabraknąć bardziej abstrakcyjnych tworów – na przykład kombinacje liniowe wektorów w formie wyrażeń algebraicznych.
Nie brakuje zagadnień z zakresu IT, takich jak „technologia informacyjna”, „informatyka”, a także „techniki i języki programowania”, są też poruszane kwestie różnych pakietów matematycznych: Wolfram Mathematica, Statsoft Statistica, MATLAB, R, itp. W zasadzie wszędzie spotyka się oprogramowanie edytorskie Latex do tworzenia tekstów z symboliką matematyczną.
Może być więcej przedmiotów na 1. roku, a może być mniej – wszystko zależy od uczelni. Biorąc pod uwagę, że wielu studentów odpada po 1. roku, zmniejsza się stopniowo ilość przedmiotów, tym bardziej, że teraz nie ma studiów jednolitych, lecz wystarczy przecież tylko zrobić licencjat.
W kolejnych latach często odbywa się kontynuacja analizy matematycznej i algebry, choć pojawia się na przykład algebra abstrakcyjna, czy też teoria operatorów, czyli połączenia algebry z analizą.
W przypadku analizy matematycznej przechodzi się do teorii miary i analizy zespolonej, gdzie uczymy się o różnych przestrzeniach i funkcjach zespolonych.
Obowiązkowo studenci poznają także matematykę dyskretną – czyli inaczej naukę, w której stosuje się zbiory dyskretne, które z geometrycznego punktu widzenia są zbiorami punktów, gdzie nie znajdują się odcinki o długości większej niż 0.
Na wyższych latach pojawiają się także rachunek prawdopodobieństwa, równania różniczkowe, analiza numeryczna, a także (ale już raczej na studiach magisterskich) topologia i wspomniana analiza zespolona.
Matematyka na studiach matematycznych zdecydowanie różni się od matematyki szkolnej, ponieważ pojawia się zagadnienie dowodu matematycznego. Każdą tezę, którą formułujemy powinniśmy udowodnić. Jest też większy nacisk na przyswajanie wielu teorii. Często bywa, że studenci zmuszeni są uczyć się na pamięć, a zrozumienie przychodzi z czasem.
Podsumowując matematyka ma wiele działów. Jest to nauka uznawana za bardzo trudną, nie tylko na samym kierunku matematyki, ale także w innych dziedzinach technicznych, ekonomicznych i wszędzie tam, gdzie matematykę się stosuje. Jest to nauka liniowa. Jeśli nie przyswoimy danej partii materiału, kolejne zagadnienia będą nie lada wyzwaniem do nauczenia się. Dlatego należy jej się uczyć systematycznie. Matematyka kształtuje wiele cech osobistych i umiejętności potrzebnych na rynku pracy, przede wszystkim takich jak zdolności analityczne. Matematycy często znajdują poważanie i dobry zawód.

Kobieta na emeryturze czyli pracowita jesień życia

Kobieta na emeryturze

Właśnie zaczął się dla ciebie ten czas, o którym tak marzyłaś. Czekałaś na to latami. Chronicznie zmęczona, ciągle w biegu – pomiędzy pracą z wymagającym ponad miarę szefem a domem, gdzie ciągle ktoś czegoś chciał od ciebie. Oczekiwania, roszczenia, wymagania. Miałaś odczucie, że zaczynasz tracić kontrolę nad własnym życiem. Było już z tobą źle!

I nareszcie przyszła. Twoja wymarzona i oczekiwana emerytura! Sama radość! Pomijając rzecz jasna twój pesel, który mógłby się jednak składać z trochę innych cyfr, jest naprawdę fajnie.

Mój tata, który już na emeryturze uzyskał uprawnienia do nauczania kolejnego języka obcego, mawiał, że życie zaczyna się po sześćdziesiątce. I faktycznie, coś w tym jest! Dzieci, jeśli je masz, albo są już w miarę usamodzielnione, albo – jeśli zjawiły się w twojej rodzinie później – radzą sobie na tyle, że nie wymagają twojej nieustannej troski. Pracę zawodową masz już za sobą.

Możesz wreszcie cieszyć się życiem, bez poczucia, że coś musisz, że powinnaś. Oczywiście, o ile względnie dobre zdrowie i twój wrodzony optymizm na to pozwala. A więc korzystasz z życia. Może niekoniecznie tak, jak na to zasługujesz; nie ruszasz w podróż dookoła świata, nie kupujesz posiadłości nad ciepłym morzem. Jeśli jednak pieniądze, i to, co można za nie otrzymać, nie są twoim priorytetem, to jest dobrze. Wreszcie jesteś wolna! Od wiecznego życia w biegu. Od stresu. Od tysiąca zajęć, które musiałaś jakoś ogarnąć.

Nareszcie możesz zająć się tym, na co nie miałaś czasu i siły przez ostatnich trzydzieści lat! Nadrabiasz stosy zaległej lektury. Robisz na drutach nietuzinkowy sweter. Taki, jakiego za żadne skarby nie znajdziesz w sieciówce. Zaczynasz codziennie biegać czy chociażby dziarsko maszerować z kijkami swoją ulubioną trasą. Nadrabiasz zaległości towarzyskie, o ile oczywiście koleżanki nie wykreśliły cię z listy znajomych przez ten twój ciągły brak czasu.

Tak wyglądają pierwsze chwile wolności. I byłoby świetnie, gdyby trwały dalej. Ale niestety, na ogół tak słodko nie jest. Życie ma swoje twarde prawa. Za chwilę okaże się, że mimo braku konieczności kupowania ciągle nowych ciuchów – jak wcześniej – żeby jako tako wyglądać w pracy, twoja emerytura nie jest z gumy i nie rozciągnie się do rozmiaru twoich potrzeb. Że musisz zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń, które niestety kosztują.

Inna wersja wydarzeń – trochę bardziej optymistyczna, niż chroniczny brak pieniędzy – sprowadza się do tego, że budzisz się pewnego ranka i mimo słońca za szybą twojej sypialni, dochodzisz do wniosku, że niezupełnie tak miało być. Że potrzebujesz – nie tylko sporadycznych – kontaktów z ludźmi. Że lubisz być potrzebna; niekoniecznie tylko twoim dzieciom czy wnukom. Że – po prostu – chcesz znowu robić coś konkretnego. Odpowiadać za coś. Że znowu chcesz pracować!

Musisz przede wszystkim postawić sobie kilka pytań. Po pierwsze: czy i jaka praca dla emerytów jest dostępna tu, gdzie mieszkasz? Zakładam, że nie jesteś aż tak zdesperowana, żeby w wieku sześćdziesięciu (lub więcej) lat decydować się na wyjazd do pracy za granicę. Że owszem, bardzo chcesz pracować, ale niekoniecznie do utraty tchu. Może na troszkę mniejszych obrotach.

Po drugie: ile czasu chcesz – i możesz – poświęcić na tę pracę? Kilka godzin dziennie, czy tylko kilka godzin tygodniowo?

I po trzecie, moim skromnym zdaniem najistotniejsze: co chciałabyś robić? Wcale nie jest powiedziane, że musisz zajmować się tym, co robiłaś przez całe (albo prawie całe) swoje zawodowe życie. Chociaż nie wątpię, że jesteś doskonałym fachowcem w swojej dziedzinie. Uważam, że chociażby dla higieny psychicznej, powinnaś robić coś zupełnie innego. I niekoniecznie musi to być praca na etacie.

Z pewnością masz wiele talentów. Nie wierzysz mi? Przekonajmy się, co mogłabyś robić. Znasz świetnie jakiś język obcy? O metodyce nauczania tego języka możesz sobie poczytać. Nawet w Internecie. Możesz dawać lekcje tego języka, popularne „korki”. Fajna sprawa, jeśli lubisz kontakt z ludźmi i masz dużo cierpliwości.

Nie odpowiada ci to? Spróbujmy z innej beczki. Masz zacięcie artystyczne i lubisz robótki ręczne? Możesz u siebie w domu projektować i wykonywać na przykład biżuterię z lnianego sznurka, ceramiki i kamieni półszlachetnych. Sprzedasz ją koleżankom, sąsiadkom czy w końcu na aukcji internetowej. Jakby co, z pewnością dzieci czy wnuki pomogą ci upłynnić te cudeńka. Możesz szyć poduszki, narzuty patchworkowe. Robić swetry, czapki czy szaliki na drutach – niepowtarzalne i unikalne. Rzecz jasna, trzeba trochę zainwestować w materiały do twoich artystycznych działań.

A może masz lekkie pióro? Lubisz bawić się słowem? Zostań copywriterem . Pisz teksty na zlecenie. Na początku zarobisz niewiele, ale z czasem, kiedy się rozkręcisz – kto wie?

To tylko kilka propozycji. Ale praca dla emerytów się znajdzie, szczególnie dla kreatywnych. Wierzę, że na ciebie czeka tuż za zakrętem. A więc – powodzenia!